Fundacja Kultury Bez Barier - Aktualności - Wywiad - Zakochaj się w kulturze!

Szybkie linki

Kultura bez barier


Wyszukaj

Wyszukiwarka

Ustawienia

Czcionka:

Facebook

Sonda

Czy Twoim zdaniem kultura w Polsce jest dostępna?

Wybierz odpowiedź
63%
34%
2%

Jesteś tutaj:Strona główna / Aktualności / Wywiad - Zakochaj się w kulturze!

Wywiad - Zakochaj się w kulturze!

Z Mariuszem Szczygłem, redaktorem, reporterem, współzałożycielem Instytutu Reportażu i wreszcie - autorem bestsellerowych książek o Czechach - "Gottland", "Zrób sobie raj" i "Láska nebeská" rozmawia Robert Więckowski. Rozmowa odbyła się 25 lutego 2013 roku podczas spotkania zorganizowanego w ramach projektu "Zakochaj się w kulturze". Projekt to pomysł Fundacji Kultury bez Barier, a miejscem spotkań jest Mazowieckie Centrum Kultury i Sztuki.



Robert Więckowski: - Jak Pan trafił na Czechy?

Mariusz Szczygieł: - To był zupełny przypadek. Jedna z redakcji w Warszawie poprosiła mnie, bym zrobił wywiad z piosenkarką Heleną Vondráčkovą. Pojechałem do Pragi, to był rok 2000. Helena Vondráčková mówi bardzo dobrze po polsku i tak też było na początku naszej rozmowy. Ja zadawałem pytania po polsku, a ona po polsku odpowiadała. W pewnej jednak chwili, gdy pytania stały się dla niej trudniejsze, zaczęła odpowiadać po czesku, usłyszałem te słowa, tę melodię  i doznałem czegoś, co nazywam orgazmem metafizycznym. Zakochałem się w języku i tak jest do dziś. Gdy słyszę czeski, czuję wewnętrzne drżenie.

 

 

R.W.: - Taka bezwarunkowa miłość od pierwszego usłyszenia?

M.Szcz.: - Tak, dokładnie tak. To była taka miłość, która spada na człowieka nagle, spada z nieba i rozkwita, a dopiero później skłania do przemyśleń, do odpowiedzi na różne pytania.

 

 

R.W.: - Miłość do języka wystarczyła, by zacząć pisać o Czechach?

M.Szcz.: - Język był na początku, ale gdy ktoś mnie pyta, dlaczego jako reporter zająłem się Czechami, to mam kilka odpowiedzi. Opowiadam na przykład, jak kiedyś nocowałem w hotelu na południu Francji. I w nocy obudziła mnie nagle grupa młodych ludzi wracających z jakiejś imprezy. Byli bardzo hałaśliwi. I wtedy podzieliłem ludzi na dwie grupy. Pierwsza to ci, którzy wracają nocą z przyjęcia bardzo głośno, nie liczą się z sąsiadami, jest im obojętne, co ktoś o nich pomyśli. Drugą tworzą ci, którzy wracają po cichutku, na palcach, nie zapalają światła, żeby tylko nie zdenerwować sąsiadów. I myślę, że Czesi w swojej historii, w swych dziejach to jest ta druga grupa. Ja też do niej należę, jestem, pod tym względem, takim ukrytym Czechem.

 

 

R.W.: - Trafił Pan pierwszy raz do Czech w wieku ponad 30 lat. Wcześniej nie czuł Pan, że ciągnie go w tamtą stronę? 

M.Szcz.: - Nie, nic takiego nie czułem. Wychowałem się na Dolnym Śląsku, Czesi byli tuż obok, ale oni zupełnie mnie nie interesowali. Zawsze wydawało mi się, że Czesi to taki naród, który nic specjalnego nie osiągnął, który niczym nie jest w stanie zaimponować. A dodatkowo, w środowisku, w którym dorastałem, Czesi byli traktowani lekceważąco. Kojarzyli mi się wyłącznie z tym, że można się z nich śmiać. Ta kultura zupełnie mnie nie interesowała i naprawdę dopiero w 2000 roku poczułem, że tam może być dla mnie coś ciekawego. A dziś okazuje się, że napisałem o Czechach już 3 książki.

 

 

R.W.: - To porozmawiajmy przez pryzmat książek. Czechy z Pana reportaży i Czechy na żywo – jak one się do siebie mają?

M.Szcz.: - Czechy z moich książek to Czechy takie, jakimi ja je widzę. To moja, subiektywna opowieść o tym kraju. Kiedyś Hrabal, mój ulubiony czeski pisarz,  zwykł był mówić „Trudno się zgodzić z tym, żeby życie było piękne, ale ja je tak widzę”. Ktoś może nie zgadzać się z moimi książkami, ale ja tak widzę Czechy.

 


R.W.: - Wersja subiektywna, ale rozumiem, że prawdziwa.

M.Szcz.: -  Staram się oczywiście pisać uczciwie, rzetelnie. Gdy opisuję jakieś zjawisko, to przedstawiam różne na nie poglądy, podaję argumenty każdej ze stron. Ale ten ogólny obraz, wybór tematów, wybór rozmówców to są już tylko moje oczy i moje uszy. A dodatkowo wszystko zależy jeszcze od danego dnia, od nastroju chwili. Mam dni lepsze i dni gorsze, jednego dnia zwrócę na coś uwagę, innego mogę to  zupełnie przegapić. Zawsze więc powtarzam, że reporter ma pisać uczciwie, ale jego reportaż będzie subiektywny.

 

 

R.W.: - Bohaterowie Pana książek to typowi Czesi?

M.Szcz.: - Nie szukam bohaterów na zasadzie „typowy Czech”, choć być może opisywane przeze mnie osoby to typowi Czesi. Szukam bohaterów, dzięki którym odpowiem sobie na jakieś pytania. Zależy mi na tym, by spotkanie z człowiekiem, którego opiszę, coś mi dało. Kiedyś, gdy byłem dwudziesto – dwudziestopięcioletnim reporterem pisałem po to, by wszyscy mówili, że ten Szczygieł to nie jest głupi chłopak. Ale to się skończyło, bo już wiem, że fajnie piszę (śmiech) Teraz pracuję dla czytelników, a dla siebie chcę tylko, aby kolejne spotkania, rozmowy, teksty ubogacały mnie wewnętrznie.

 

 

R.W.: - Pana czeskie książki różnią się znacznie od siebie. „Gottland” to dla mnie książka czysto o Czechach, ale „Zrób sobie raj” to już jakby zaproszenie do polskiego czytelnika – przeczytaj i przejrzyj się w tych historiach…

M.Szcz.: - „Zrób sobie raj” to na pierwszym planie, książka o współczesnych Czechach, o tamtejszej kulturze, o życiu w zateizowanym państwie. Ale szczerze mówiąc to książka o Polsce. Zależało mi na tym, aby polski czytelnik poznawał te historie i zastanawiał się, jak by się zachował w takich sytuacjach. By zadawał sobie pytanie „a kim ja jestem, co my Polacy myślimy na ten temat”. Żeby zmierzył się z rozdziałem „Jak się Państwu żyje bez Boga”. Wypowiadają się w nim Czesi nie wierzący, ale etyczni, z zasadami, dobrzy. Niby banał, ale w Polsce w wielu środowiskach prawda, że życie bez Boga nie musi oznaczać życia bez zasad, życia bez etyki jest co najmniej dyskusyjna.       

 

 

R.W.: - A czym w takim razie miała stać się „Gottland”?

M.Szcz.: - To jest książka, którą napisałem by pokazać inny sposób na przeżycie w historii. Znamy sposób polski – pełen powstań, zrywów i wojny, a sposób czeski jest zupełnie inny. I nie chodziło mi o to, by ten sposób oceniać, ale by go poznać i zastanowić się gdzie są teraz ludzie, którzy przyjęli taką drogę, jaką cenę za nią zapłacili.

 

 

R.W.: - Droga inna od polskiej, ale historie wcale nie czesko wesołe.

M.Szcz.: - „Gottland” to bardzo smutna książka. Czesi mówią, że żaden Czech by takiej nie napisał. A w mailach piszą mi tak: „To bardzo poruszająca i tragiczna książka. Bardzo za nią dziękuję, ogromnie mnie ta lektura pobawiła”. (śmiech) Nasze kultury, polska i czeska, są bardzo różne, ale – moim zdaniem – one doskonale się uzupełniają. Naród stworzony wspólnie z Polaków i Czechów byłby najlepszy na świecie. My byśmy dali im trochę tej naszej tragedii, oni daliby nam swojej komedii i powstałaby doskonale skomponowana całość. Byłoby jak w jednym z praskich teatrów, który nazywa się Komedia, a w jego środku jest kawiarnia o wdzięcznej nazwie Tragedia.

 

 

R.W.: - To jeszcze najnowsza książka – „Laska Nebeska”. Znowu inna od poprzednich.

M.Szcz.: - Po polsku „Laska Nebeska” znaczy niebiańska miłość. To są już krótsze teksty, do stworzenia których zainspirowały mnie czeskie książki i filmy. One sprowokowały refleksje, przy czym nie są to rozważania krytyczno-literackie, teoretyczne. Czasami wystarcza mi jedno zdanie, jedna myśl z jakiejś książki, która zaczyna żyć w mojej głowie i na jej podstawie buduję inną, już swoją historię. A cała książka - często przestaje się dla mnie liczyć, zapominam o niej.

 

 

R.W.: - Jest Pan w Czechach bestsellerem. Zaskoczył Pana ten sukces?

M.Szcz.: - Byłem zaskoczony. Myślałem, że jeśli chodzi o Czechów, to moje książki będą dla nich takim drzewem przywożonym do lasu. Spodziewałem się, że, z ich punktu widzenia, to będzie nudne, bo oni to wszystko znają. Okazało się, że jest  inaczej. Ta praca reporterska, te godziny spędzone w archiwach przyniosły mi szacunek Czechów. A Poza tym jest jeszcze jedno – ja ich nigdy nie oceniam, nie ma tam ani jednego przymiotnika, który byłby oceniający. Ja opisuję, a wnioski niech wyciąga czytelnik. Ma on przecież swój rozum.

 

 

R.W.: - Przypuszczam, że to przypadło do gustu Czechom. Każdemu by przypadło.

M.Szcz.: -    Czechom przede wszystkim bardzo spodobało się, że stawiam przed nimi lustro, w którym mogą się przejrzeć i nie formułuję żadnych ocen. Niektórzy mówią mi nawet, że wy – Polacy uważacie się Europie za kogoś lepszego, a Pana książki nie są takie, Pan stara się nas zrozumieć.

 


R.W.: - Przypuszczam, że to dla reportera wspaniały komplement.

M.Szcz.: -   Takie opinie cieszą mnie zarówno jako człowieka, jak i dziennikarza. Według mnie zadaniem reportera jest zrozumieć i dać szansę na to czytelnikowi. Po to się pisze literaturę faktu, po to się tworzy reportaże. Gdy czytelnik ma poczucie, że coś zrozumiał, że poznał świat, będzie mu się żyło lepiej, bo świat, który się rozumie jest przyjazny, bliski, oswojony.        

 

 

R.W.: - A jak piszą o sobie sami Czesi?

M.Szcz.: - Mniej widzą w swoim doświadczeniu, w swoim losie tragizmu. Więcej w ich pisaniu jest komizmu – to najważniejsza cecha. I druga ważna – piszą o sobie w sposób strasznie rozwlekły. Nazywam to orgią gadulstwa. Ja piszę w sposób skondensowany, a gdy piszą Czesi, to powstaje historia taka, jaką mógłby snuć dziadek siedzący na przyzbie i opowiadający swoje życie. On gada, gada i gada… Czesi tak piszą, piszą i piszą. Gdy piszę się gęściej, człowiek musi wydobyć to, co najważniejsze, trzeba zrobić syntezę. I w ich literaturze tej syntezy chyba brakuje.

 

 

R.W.: - Czy teraz, już po trzech książkach, po wielu podróżach i rozmowach, czuje się Pan w Czechach, jak w domu?

M.Szcz.: - Chyba tak. Zdałem sobie nawet sprawę z tego, że moi prascy znajomi to grupa niemal taka sama, jak polscy. Jeżeli w Polsce przyjaźnię się z dwiema starszymi paniami, to w Pradze też przyjaźnię się z dwiema starszymi paniami, jeśli tu mam 10 bliskich znajomych między trzydziestką i czterdziestką, to i tam mam 10 bliskich znajomych między trzydziestką i czterdziestką itd. I gdybym wyjechał z Warszawy i osiadł w Pradze to okazuje się, że miałbym tam lustrzaną grupę bliższych i dalszych mi ludzi.

 

 

R.W.: - To może nawet więcej jest już w Panu Czecha niż Polaka?

M.Szcz.: - Gdy jestem w Polsce i opowiadam te dowcipy, te historie z Czech, wszyscy mówią, że jestem taki czeski. Gdy jadę do Pragi, to słyszę, że przywiozłem ze sobą polskość, że wszystko widzę tak bardziej tragicznie. Jak jest naprawdę – nie wiem. Wydaje mi się, że jestem jednak Polakiem z czechofilską skłonnością. A jeśli chodzi o czechofilstwo, to jedna koleżanka powiedziała kiedyś swojej babci: Babciu, czy ty wiesz – i tu sciszyła głos – że Szczygieł jest czechofilem? A babcia na to Wiesz, jak go oglądałam kiedyś w tej telewizji, to on taki miły, taki powabny z wierzchu, ale ja czułam, że coś z nim jest nie tak.” (śmiech)

 

 

R.W.: - A jak Czesi widzą nas Polaków? Bo mam wrażenie, że my ich lubimy.

M.Szcz.: - Oczywiście, że coraz więcej Polaków lubi Czechów. A odwrotnie? No cóż, gdy zapyta się Czecha, co sądzi o Polakach, to często słyszy się odpowiedź, że Polacy to tak jeszcze w XIX wieku żyją. Dlaczego? Na przykład dlatego, że parę lat temu w polskim parlamencie była modlitwa o deszcz. Sytuacja jak w Afryce. I co ja mam wtedy powiedzieć? Bo rzeczywiście mieliśmy na Wiejskiej modlitwę o deszcz…

 

 

R.W.: - Czesi i religia, Czesi i Bóg - to rzeczywiście zupełnie inna historia, niż w Polsce. Opowiada Pan o tym w „Zrób sobie raj”.

M.Szcz.: - Czesi są w 80 procentach ateistami albo wierzą w coś, tylko nie wiedzą w co i z praktykami religijnymi mają niewiele wspólnego. Są bardzo daleko od religii, a doskonale widać to na przykładzie weterynarza, którego opisałem w książce. Spytałem go, jak się po czesku przeżegnać i ten chłop pod sześćdziesiątkę, otworzył szeroko oczy, jeszcze szerzej usta i chyba wciągnął całe powietrze, jakie było w klinice... Zbaraniał, kompletnie zbaraniał i wreszcie mówi, że nie wie, ale w poczekalni siedzi jakaś pani, to możemy ją spytać, może będzie wiedziała. Pytamy panią, ona też nie wie. Dzwoni więc do koleżanki. Niestety, koleżanka też nie wie. Było im naprawdę przykro, aż wreszcie weterynarz zaproponował żebym wpadł do niego za 2 dni. On przez ten czas postara się ustalić, jak się po czesku przeżegnać… To są takie historie, czasami bardzo śmieszne.

 

 

R.W.: - Dla nas na pewno zabawne, ale czy dla Czechów?

M.Szcz.: - Ta opowiedziana przed chwilą może nie, ale oni robią wszystko, aby każda sytuacja była śmieszna, a przynajmniej zabawna. Dystans do siebie mają we krwi. Ja nawet sprawdzałem gdzie częściej mężczyźni umierają na serce – w Polsce czy w Czechach. I oczywiście, że w Polsce. Gdzie mężczyźni żyją krócej? Znowu w Polsce. I wytłumaczenie tej sytuacji jest dla mnie jasne – Czesi więcej się śmieją, oni się po prostu wentylują.

 

 

R.W.: - To jest właśnie ta czeska pohoda?

M.Szcz.: - Pohoda to jest takie słowo, czy – jak mówią o tym Czesi – slowiczko, które oznacza, że czują się komfortowo, dobrze, swobodnie. Pohodę potrafią wyciągnąć sobie ze wszystkiego, w każdej sytuacji. To ona sprawia, że chce się żyć. Nawet gdy nie jest łatwo, oni starają się zrobić wszystko, by jednak było w miarę przyjemnie.

 


R.W.: - Udziela się Panu ta pohoda?

M.Szcz.: - Oczywiście, że ona staje się i moim udziałem. Gdy jest mi źle, mam jakiś problem, słyszę często od Czechów, że nie powinienem się tym przejmować. A gdy odpowiadam, że jak to, jak mam się nie przejmować, oni mówią, że przecież nic z tym, co cię tak dręczy nie da się zrobić. I to „nic się nie da z tym zrobić” jest jak magiczne zaklęcie. Gdy nie masz na coś wpływu, nie przejmuj się tym, nie ma to sensu. My Polacy też często wiemy, że z czymś nie da się nic zrobić, ale i tak się tym ogromnie przejmujemy i dopiero po jakimś czasie dochodzimy do wniosku, że przejmowanie się nie ma sensu. A przez ten czas mocno się już zdenerwowaliśmy i wyrwaliśmy sporo włosów z głowy.

 

 

R.W.: - To jeszcze ostatnie pytanie. Szykuje Pan kolejną książkę o Czechach?

M.Szcz.: - Nie, już nie. Napisałem to wszystko, co chciałem. Tak mi się przynajmniej w tej chwili wydaje. A teraz wracam do pisania o Polsce. Mam już kilka pomysłów i zobaczymy, co z tego powstanie.

 

Galeria zdjęć

  • Na zdjęciu od lewej: Robert Więckowski, Mariusz Szczygieł

    Na zdjęciu od lewej: Robert Więckowski, Mariusz Szczygieł

Powrót do: Aktualności