Przejdź do menu głównego Przejdź do treści Przejdź do wyszukiwarki

Artykuł

4
mar
2024

Transkrypcja do odcinka 9 podcastu STUDIA ROCK’AD’ROLL

„STUDIO ROCK’AD’ROLL – Podcasty o muzyce bez barier” to podcasty nagrane w ramach projektu ROCK’AD’ROLL realizowanego przez Fundację Kultury bez Barier. W cyklu rozmów odnajdziecie wątki dotyczące udostępniania muzyki osobom g/Głuchym i niewidomym. Będziemy mówić o potrzebach tych grup, jak i ich doświadczeniach. Rozmowy prowadzi Roberto Więckowski – Wiceprezes FKBB i wielki fan muzyki.

W dziewiątym odcinku Roberto rozmawia z Izą, wokalistką Izzy and the Black Trees, z Magdą, tłumaczką polskiego języka migowego i ze Sławkiem, dyrektorem Domu Kultury Węglin.

Zapraszamy do słuchania!

 

Tytuł odcinka: Koncerty dla WSZYSTKICH – rozmowa o koncercie Izzy and the Black Trees

Link do podcastu: SŁUCHAJ!

 

TRANSKRYPCJA ODCINKA NUMER 9

[intro – muzyka rockowa]

Studio Rock’AD’Roll. Podcasty o muzyce bez barier.

Robert: Dostępny koncert muzyki rockowej – takie wydarzenia nie są jeszcze u nas oczywistością. My staramy się śledzić to, co się dzieje i bywać wszędzie tam, gdzie jest to możliwe. 25 marca tego roku taki koncert odbył się w Dzielnicowym Domu Kultury Węglin w Lublinie. Zagrała wtedy Izzy and the Black Trees. A my przedstawiamy państwu rozmowę z osobami, dzięki którym ten koncert był w ogóle możliwy. Z Izą, wokalistką Izzy and the Black Trees, z Magdą, która tłumaczyła wszystkie piosenki na polski język migowy, i ze Sławkiem, dyrektorem Domu Kultury Węglin, który zadbał o to, żeby każdy naprawdę czuł się jak u siebie. Zapraszam na kolejną odsłonę studia Rock’AD’Roll. Ja nazywam się Robert Więckowski i będę zachwycony, jeśli spędzą z nami państwo tę odrobinę czasu.

Iza: Cześć! Tutaj Iza z Izzy and the Black Trees.

Robert: Będziecie tłumaczeni za chwilkę na polski język migowy. Taki dostępny koncert…

Iza: To będzie pierwszy raz, kiedy gramy taki koncert przystosowany dla osób niewidzących, niesłyszących. To dla nas też jest przeżycie. Ja myślę, że tutaj zarówno organizatorzy, jak i właśnie Magda, która będzie tłumaczyć na język migowy, trochę wszyscy mają tremę.

Robert: Wy macie tremę?

Iza: No trochę tak. Ja… Tak jest też, że ja mam tremę przed każdym występem, tak naprawdę. Chociaż mówią, że tego nie widać potem, ale zawsze przed wejściem na scenę jest taka ekscytacja i może trochę nerwy. Ale to już podczas występu rzeczywiście schodzi.

Robert: Kiedy pierwszy raz spotkałaś się z Magdą i zobaczyłaś, jak to wygląda w języku migowym? Dzisiaj na próbie?

Iza: Osobiście tak, ale już przedtem widziałam filmik, który się znalazł na stronie Domu Kultury, gdzie Sławek przedstawiał koncept i koncert. I tam widziałam właśnie Magdę, która tłumaczy. Ale jeszcze wcześniej w ogóle, jeśli chodzi o tłumaczenie na język migowy koncertów, to widziałam – to chyba był jakiś koncert, taki duży koncert, nie wiem, Rihanny? Na Super Bowl. I tam też były osoby, które tłumaczyły. Zauważyłam, że rzeczywiście – nie wiem, czy w Polsce to też często się robi, ale już na takich wielkich koncertach, gdzieś tam w Stanach właśnie, czy nawet nagrody Grammy, można powiedzieć – rzeczywiście jest translator na miejscu.  Szczególnie na takich hip-hopowych koncertach było widać, że ten tłumacz też się mocno wczuwał w muzykę. To widać w jego ruchach.

Robert: U was Magda też nie będzie się nudziła.

Iza: Nie. [śmiech] Na pewno nie będzie to statyczne tłumaczenie.

Robert: Nie mogłoby być przy waszej muzyce. Co sobie pomyśleliście, kiedy Sławek… No bo rozumiem, że to Sławek wyszedł do was z taką propozycją. „Przyjedźcie do nas, zagrajcie koncert. Ale on będzie udostępniony i to znaczy to, to, to i to”.

Iza: No, w pierwszym momencie to trochę nie wiedziałam dokładnie, co to znaczy, bo pojawiło się tam dużo takich opisów i słów, które… zdałam sobie sprawę, że ja w sumie nie wiem, o co chodzi. Ale potem trochę zaczęłam o tym czytać i też za pomocą Sławka, gdy zrozumiałam, że jest audiodeskrypcja, tłumaczenie. I rzeczywiście sobie zdałam sprawę, że to są rzeczy, które mogą być generalnie częściej używane na imprezach. Ale wiadomo, że to jest zawsze tak, że organizator musi zadbać o to, żeby te rzeczy tam się pojawiły, żeby był komfort i muzyków, i publiczności. Tak że na początku byłam zaskoczona, ale potem stwierdziłam: „Nie, to jest dobry pomysł”.

Robert: Iza, co dzisiaj na koncercie? „Revolution Comes in Waves” czy coś jeszcze?

Iza: Będzie album „Revolution Comes in Waves” i będą też stare przeboje, czyli to, co powstało przed tym albumem. Nawet z pierwszej małej płyty, czyli z naszej epki, będziemy też grać numery.

Robert: Czyli będziecie i bardziej czadowi, i bardziej folkowi?

Iza: Zmierzamy bardziej w tę stronę czadową, cały czas. Od paru dobrych… W sumie od 2-3 lat zmierzamy ku The Stooges.

Robert: Twoje teksty musiały – no bo musiały – zostać przetłumaczone na język polski, potem jeszcze na polski język migowy. Rozumiem, że tych kompetencji, żeby zobaczyć, co tak naprawdę Magda będzie migała – to pozostanie i dla ciebie, i dla mnie tajemnicą. Ale z tymi tekstami polskimi – miałaś wgląd w nie, jakoś je autoryzowałaś, żeby było jasne, że to chodzi właśnie o to?

Iza: Tak, dokładnie. Teksty zostały przetłumaczone przez studentów i potem każdy wpisywał swoje komentarze. Ja miałam wgląd w to wszystko. I też ostatecznie dodawałam swoje sprostowania czy komentarze.  Bo rzeczywiście tłumaczenie tekstów to nie jest łatwa rzecz. Moje teksty też zawierają dużo przenośni, dużo takich zwrotów, które nie są oczywiste. I jak ktoś troszkę nie wczuje się w ten kontekst, to tłumaczy to bardzo bezpośrednio. I wtedy – no, nie o to chodzi. Dlatego parę miejsc musiałam poprawiać. Ale były takie rzeczy, które mnie bardzo mocno pozytywnie zaskoczyły. Że ktoś przetłumaczył to trochę inaczej, ale zawarł w tym sens tego i bardzo mi się to spodobało. Że na przykład… Bo ja, pisząc teksty, piszę je od razu po angielsku, nie tłumaczę z polskiego na angielski.  Dlatego zawsze sobie myślałam: jak te teksty mogą wybrzmieć po polsku? Niekoniecznie, żeby je śpiewać po polsku, ale tylko po prostu zobaczyć to znaczenie. No i tak pomyśleliśmy, że to też jest fajna okazja dla nas, żeby te teksty potem gdzieś zamieścić, czy na Facebooku, czy na YouTubie. I jeszcze Magda dodała, że może zamieśćmy te teksty, jak ona będzie migać. Tak że może coś z tego powstanie większego, nie tylko ten koncert.

Robert: Iza, jeszcze jedno ważne pytanie, bardzo ważne. Okładka wasza – dla odmiany, taki ukłon w stronę osób, które nie widzą. Tak patrzyłem na tę okładkę, patrzyłem. Na początku, jeszcze zanim przeczytałem wywiady z tobą, to nawet nie byłem pewien: tam jest twarz kobiety, tam jest twarz mężczyzny? To wszystko jest takie rozpikselowane, rozmazane. Jaka jest historia tej okładki?

Iza: To jestem ja. [śmiech] I to jest kadr, który pochodzi z naszego teledysku do „Liberate”, do pierwszego singla z płyty. Ten kadr wziął nasz gitarzysta Mariusz i przerobił na różne kolory. Tam się znajdują takie kolory, które mi się kojarzą z acid punkiem, czyli z kwaśnym punkiem. On miał pomysł, jak ten kadr kolorystycznie zmienić i też oddać naszą muzykę w tym. Wydaje mi się, że to bardzo fajnie mu się udało, bo te kolory i moja twarz są takim podsumowaniem płyty, tak naprawdę.

Robert: Nie masz poczucia, że tam troszeczkę jest wszystko psychodeliczne? Takie niedopowiedziane?

Iza: To też. Trochę w naszej muzie też jest tej psychodeliczności. Myślę, że to na koncercie będzie więcej słychać. Tak, to prawda. To też może takie nawiązanie – nie jest to świadome nawiązanie, ale tak właśnie lata 60., 70., psychodelia, te sprawy.

Robert: Kiedy nowy materiał? Tak na zakończenie, żebyśmy wiedzieli. Jak już rozmawiamy, to już zapytajmy się o to, kiedy nowe piosenki.

Iza: Nowe piosenki… Mamy piosenki nagrane jeszcze z sesji tej albumowej, poprzedniej. No i teraz musimy dograć nowe. Myślimy jeszcze, czy wyjściem jest wydanie małej płyty, epki, teraz, czy od razu całej płyty trzeciej gdzieś później, pewnie w roku kolejnym. I to myślę, że zdecydujemy szybko, bo tak myślę sobie, że trzeba iść za ciosem i coś fajnego na przykład latem wypuścić. Myślę, że to może być singiel, podwójny singiel, coś takiego. Tak że na pewno będzie coś nowego, w mniejszej raczej dawce, latem.

Robert: To za to trzymam kciuki. A za te wszystkie nagrody –  podpisuję się pod nagrodami z zeszłego roku. Ucieszyły was?

Iza: No pewnie! To jest bardzo miłe i gdzieś tam mówi, że dobrze jest robić to, co się kocha. I po prostu nie patrzeć się czasami na różne inne trendy, które są i w muzyce, i w sztuce, tylko po prostu robić swoje. I okazuje się, że może się to spodobać.

Sławek: Sławek Księżniak, Dzielnicowy Dom Kultury Węglin.

Robert: Izzy and the Black Trees w wersji dostępnej. Skąd ten pomysł?

Sławek: Pomysł tak naprawdę w wyniku tego, że realizujemy w ramach programu Kultura Dostępna projekt, który się nazywa Dom Otwarty. I wpisaliśmy tam, że zrealizujemy w ciągu roku 50 dostępnych wydarzeń.

Robert: Izzy to wasz pierwszy taki dostępny koncert, czy coś się działo wcześniej?

Sławek: Wiesz co, generalnie w czasie pandemii realizowaliśmy spotkania z pisarzami, które były streamingowe. W ramach tych spotkań… Większość tych spotkań albo nawet wszystkie były tłumaczone na polski język migowy. Są do dzisiaj dostępne w Internecie. Można je obejrzeć.

Robert: Macie już widownię, która korzysta z tych technik, z tych udostępnień? Przychodzą do was Głusi, niewidomi?

Sławek: Tak, wczoraj mieliśmy na przykład spotkanie naszej filii Dzielnicowego Domu Kultury Węglin na Czubach Południowych. Mieliśmy spotkanie z pisarzem, który napisał książkę „Izbica, Izbica”. Współpracujemy ze stowarzyszeniem Migiem przez Świat, ze szkołą imienia Hirszfelda w Lublinie, gdzie dzieciaki przyjeżdżają do nas na pokazy z audiodeskrypcją kina animowanego, które też robimy sami.

Robert: Dużo się trzeba narobić przy dostępności? Dużo więcej pracy, dużo więcej załatwiania i dogadywania szczegółów?

Sławek: Wbrew pozorom mam wrażenie, że jeżeli się chce, to nie są to takie trudne rzeczy do zrobienia. Wiadomo, że fajnie jest mieć zaplecze, czyli osoby doświadczone, które cię wspierają i którzy cię kierują. Kiedyś ktoś fajnie powiedział, że dostępność trzeba robić, nawet jeżeli się popełnia błędy, bo lepsza jest z błędami niż żadna.

Robert: Będziesz dzisiaj podczas koncertu korzystał? Na Magdę na pewno tam sobie zerkniesz. S audiodeskrypcji skorzystasz? Czy już wierzysz Rafałowi – niech idzie?

Sławek: Nie, niech idzie Rafał, niech robi. Ja się oddam po prostu obejrzeniu koncertu. Zapowiedziały się osoby z niepełnosprawnościami.

Magdalena: Magdalena Gach, tłumaczka języka migowego.

Robert: Izzy and the Black Trees to trudne zadanie dla ciebie czy niekoniecznie?

Magdalena: Bardzo trudne, mega trudne, ale też fascynujące i bardzo wciągające. Zespół jest nieco psychodeliczny. Piosenki są dosyć rytmiczne, dosyć ekspresyjne, ale teksty przeszywają na wskroś, ponieważ jest bardzo dużo metafor. Bardzo ciekawe interpretacje. Trzeba dużo idiomów stosować, więc odbywały się konsultacje razem z Głuchymi cały tydzień.

Robert: Znasz już wszystkie teksty na pamięć, będziesz się wspomagała?

Magdalena: Prawie na pamięć, ale to jest tak, że jak się wejdzie w dany utwór, to on cię tak pochłania, że nagle zaczynasz znać słowa. Coś się dzieje dziwnego, magicznego, kosmicznego w muzyce.  Dlatego ją kocham i myślę, że będę migała po prostu od serca.

Robert: Powiedziałaś o tym, że próby z Głuchymi odbywały się przez tydzień. Konsultacje z Głuchymi. A ile ty tak naprawdę się przygotowywałaś do tego koncertu?

Magdalena: Ile godzin? Nie zliczyłam tych godzin, ponieważ to się tak nie da przełożyć jeden do jednego. Gdy słuchasz danego utworu, to czas ucieka przez palce, tak naprawdę. Więc znowu – ja też będę operowała metaforami. Jest to tak sympatyczne, że ta muzyka przeszywa twoją duszę, twoje serce, twoją głowę i wychodzi aż z rąk. Stąd też myślę, że, tak jak mówię – około tygodnia to ogarnianie mi zajęło, ale tak naprawdę nie czułam tego czasu i to było jak pstryknięcie.

Robert: Jak bardzo różni się tłumaczenie muzyki od takiego tłumaczenia, nie wiem, gdzieś na jakiejś konferencji, na uczelni czy w ogóle w jakichkolwiek sprawach, kiedy pomagasz osobom Głuchym?

Magdalena: Kompletnie się różni. Tłumaczenie konferencyjne jest to tłumaczenie stricte symultaniczne, przekładasz jeden do jednego, zwyczajną mowę ludzką. Bądź też niezwyczajną [śmiech]. Czasami nasi radni lubelscy, jak przekładam w ratuszu radę miasta, mają artykulację swoją indywidualną. Natomiast tutaj, jeżeli chodzi o muzykę, o piosenki, musisz wejść w linię melodyczną każdego instrumentu. Czuć ją ciałem, czuć te wibracje. Jeżeli nie czujesz wibracji, to tak naprawdę czysta symultanka i przekład tekstów muzycznych utworów nic nie da. Będzie to płaskie i odbiorcy, odbiorczynie to zauważą. A mi nie o to chodziło w życiu, ponieważ kocham muzykę od dziecka. Śpiewałam w różnych zespołach około 15 lat. To dało mi taką podbudowę metodologiczną, muzyczną. Znam nuty, znam też tematy. Wiem o tym, że są tematy dla danego instrumentu. Kto gra główną partię. Umiem to sobie jakby wszystko podzielić, a później na scenie już połączyć w moje ręce i w moją pantomimę, w ruchy sceniczne. Wiele dodaję. Często też gdzieś tam zupełnie spontanicznie wykonuję coś, co na przykład mnie też szokuje, ale co mi się bardzo podoba, ponieważ bardzo lubię ruch ciałem, pracę z ciałem. I to jest to. Dlatego myślę, że tłumaczenie konferencyjne zupełnie ma się nijak do takiego tłumaczenia. Jestem tutaj, na scenie, takim zwierzęciem, a na konferencji muszę być ugładzona , grzeczna i migać prostolinijnie. Po prostu adekwatnie do tego, o czym mówi dany rozmówca, rozmówczyni.

Robert: Zaryzykuję, ale chyba wolisz muzykę?

Magdalena: Wolę, zdecydowanie tak. Bawi mnie to, cieszy mnie to. Jest to też takie wejście na inny etap świadomości, podświadomości, życia takiego wewnątrz siebie, które jest niepoznane. Dla nas samych nawet niepoznane, bo to zależy tak naprawdę od tego, jak dokonujesz wglądu w samego siebie. I wówczas, kiedy to się u mnie stało, zadziało, że ta muzyka nie tylko była w uszach, ale też w sercu, ja zobaczyłam, że te interpretacje są głębokie. Że dają przekaz, o którym Głusi mówią, że mają ciarki na ciele. I to mnie bardzo motywuje do pracy. Bardzo, bardzo mnie to cieszy. I dlatego, tak jak mówisz, no chyba ta muzyka. Chyba ta muzyka, ale wiadomo, że to też jest praca, zwykły dzień, więc powrócimy na tę piaszczystą ziemię, gdzie trzeba stąpać, a nie tańczyć.

Robert: Złapałaś kontakt z Izą? Czujesz, że masz partnerkę na scenie?

Magdalena: To znaczy… Kontakt tak, na pewno, na zasadzie – naoczny. Jeżeli można to tak powiedzieć, bo przecież widzimy nie tylko oczami, sam dobrze o tym wiesz. Więc myślę, że się poczułyśmy. I nie wadzimy sobie, i to jest najważniejsze. Bo gdybym była dla niej jakkolwiek przeszkadzajką – nie chciałabym tego i to by było najgorsze, bo nie mogłabym dać wszystkiego z siebie. A w tym momencie czuję, że będę miała to flow i pojedziemy razem z tym wszystkim.

Robert: Iza śpiewa po angielsku. Sama tłumaczyłaś te teksty na język polski? Bo rozumiem, że migasz w polskim języku migowym.

Magdalena: Migam w polskim języku migowym. Nie tłumaczyłam sama tekstów, aczkolwiek robię interpretację też z języka angielskiego czy z innych języków. Ale tutaj poprosiłam o wsparcie grupę i zajął się tym Bartek, który w Lublinie umie to robić, potrafi. Ma kontakt ze studentami z lingwistyki stosowanej. Oni zrobili to bardzo profesjonalnie. To mnie też interesowało, ponieważ lubię wariantowość  i w tych tekstach, które otrzymałam w tej translacji, były te warianty. Mogłam się wgryźć w dany utwór, zrozumieć treść, zrozumieć metafory, zrozumieć klimat, jaki tam panuje. Tak że to było mi mega, mega potrzebne, za co bardzo, bardzo serdecznie Bartkowi dziękuję.

Robert: Po polsku te teksty są tak samo mocne, tak samo przeszywające jak po angielsku? No bo to, co śpiewa Iza po angielsku, na pewno trafia gdzieś tam do serducha. A po polsku jak to zabrzmiało? Albo w polskim języku migowym?

Magdalena: Po polsku może to brzmieć płasko, a w polskim języku migowym zdynamizowane poprzez pantomimę, poprzez dynamiczniejszy ruch danego znaku, danego ideogramu – robi wrażenie. Mam nadzieję. [śmiech]

Robert: Tworzyliście teraz jakieś nowe znaki do tych piosenek razem z Głuchymi?

Magdalena: Można to tak ująć. A raczej kreśliliśmy w powietrzu coś, co by oddawało ruch, dynamikę, rytmizację danej piosenki. Więc pojawiły się nowe znaki, tak.

Robert: Tłumaczysz tylko słowa czy tłumaczysz coś więcej?

Magdalena: Tłumaczę również muzykę i poszczególne instrumenty. Jeżeli mi się uda, ponieważ często tak mam, że wciąga mnie dosłownie jakiś instrument. Kocham perkusję bardzo, ale poniekąd też gitara basowa jest taka dosyć przeszywająca mnie, więc zawieszam ucho i ręce. Ale bardziej chyba na tej perkusji się jednak skupiam. Tak że też tłumaczę w międzyczasie muzykę i tę warstwę muzyczną oprócz tekstu.

Robert: Jak duża jest grupa Głuchych, choćby tutaj w Lublinie, którzy przychodzą, którzy chcą słuchać muzyki? Którzy mówią: „Dajcie nam tłumaczenie, to będziemy. Będziemy bywali, będziemy stałymi bywalcami, słuchaczami koncertów”.

Magdalena: U nas w Lublinie jest sporo osób Głuchych, słabosłyszących. Myślę, że można by zebrać około 50-60 osób. Teraz są też osoby z Ukrainy, więc też im to dajemy. Natomiast takich stricte użytkowników i osób, które są chętne odebrać muzykę, jest nieco mniej. Ale to jest z różnych przyczyn. Zresztą pewnie wszystkim znanych. Nie było nigdy interpretacji muzyki dla Głuchych i dopiero teraz to się dzieje. Tak że jesteśmy prekursorkami, prekursorami przekładów muzycznych, więc trzeba zarażać tym Głuchych, że to się da zrobić, że jest to przyjemne, że jest to nowatorskie i że jest to dla nich. Ja lubię przyzwyczajać do takich miejsc. Później Głusi wiedzą o tym, że to miejsce jest dostępne, tak jak tutaj Dom Kultury Węglin, i jest otwarte na nich. Stara się dom kultury włączać takie osoby we wszystkie działania, a nie tylko tak, jak to dyktowały stereotypy, mity, w działania manualne, czyli jakieś rękodzieło. Gdzie muzyka – no, jest dosyć abstrakcyjna, a rękodzieło jest namacalne. Więc są to zupełnie inne przestrzenie i lubię do tego przyzwyczajać.  Cieszę się też, że dyrektor się na to zgadza.

Robert: Szesnaście piosenek, niektóre bardzo czadowe. Czujesz, że będziesz zmęczona?

Magdalena: Z pewnością, oczywiście, że tak! Ale to będzie takie przyjemne zmęczenie. To  jest coś na zasadzie, że odlatujesz w przestrzenie, których nie masz na co dzień, więc ty tego nawet chcesz. Ja do tego tak podchodzę. Tak że ja się bardzo cieszę, że będę tak zmęczona i będzie pot, i będzie gdzieś tam ten uśmiech, ta twarz – moje wszystkie mięśnie będą czuły te ruchy, więc bardzo się cieszę z tego.

[outro – muzyka rockowa]

Studio Rock’AD’Roll. Podcasty o muzyce bez barier.