Przejdź do menu głównego Przejdź do treści Przejdź do wyszukiwarki

Artykuł

4
mar
2024

Transkrypcja do odcinka nr 10 podcastu STUDIA ROCK’AD’ROLL

„STUDIO ROCK’AD’ROLL – Podcasty o muzyce bez barier” to podcasty nagrane w ramach projektu ROCK’AD’ROLL realizowanego przez Fundację Kultury bez Barier. W cyklu rozmów odnajdziecie wątki dotyczące udostępniania muzyki osobom g/Głuchym i niewidomym. Będziemy mówić o potrzebach tych grup, jak i ich doświadczeniach. Rozmowy prowadzi Roberto Więckowski – Wiceprezes FKBB i wielki fan muzyki.

W dziesiątym odcinku Roberto rozmawia z Michałem Sołtanem – polskim wokalistą, performerem, multiinstrumentalistą, aranżerem, a także producentem i wydawcą muzycznym. W edycji Rock’AD’Roll 2023 Michał Sołtan wystąpił na scenie Narodowego Centrum Polskiej Piosenki w Opolu.


Zapraszamy do słuchania!
Tytuł odcinka: 
Jeden raz to za mało – rozmowa z Michałem Sołtanem

Link do podcastu: SŁUCHAJ!

 

TRANSKRYPCJA ODCINKA NUMER 10

[intro – muzyka rockowa]

Studio Rock’AD’Roll. Podcasty o muzyce bez barier.

Robert: Dzień dobry państwu. Studio Rock’AD’roll i kolejny nasz podcast. Kolejny podcast o dostępnej muzyce. Dzisiaj razem ze mną w studiu Michał Sołtan. Niedawno graliśmy wspólnie w Opolu, to znaczy Michał grał, a my staraliśmy się, żeby to wszystko było dostępne. Cześć, Michał.

Michał: Dzień dobry. Również się cieszę. Wszystkich serdecznie pozdrawiam.

Robert: Od razu powiem: za chwilkę będziemy rozmawiali, ale od czasu do czasu tutaj w studiu mogą pojawić się takie dźwięki, które będą trudne być może do zidentyfikowania. Jest z nami Cocker. Michał wie więcej na temat Cockera.

Michał: Tak. Cocker, kochani, to jest wspaniały piesek, z którym pracujemy pół roku. Jest z tak zwanego odzysku, jest odratowany, ale wspaniale współpracuje i z miesiąca na miesiąc staje się pogodny, a lęk gdzieś mu mija, odchodzi. Pewnie za sprawą muzyki również.

Robert: I tak wygląda właśnie nasze studio. Spotykamy się Michała, u Michała w jego prywatnym studiu. Mnóstwo tutaj jest instrumentów. Grasz cały czas?

Michał: Ostatnio Tadzio więcej. Nasz 2,5-latek. Na przykład przenosił u-bass. To jest takie ukulele basowe z gumowymi strunami, które bardzo ciekawie brzmi i używam, używałem i będę używać nieraz na koncertach. No ale to było dosyć osobliwe, jak Tadzio stwierdził, że chwyci ten u-bass i przeniesie go przez całe studyjko i też pokoje mieszkalne, po prostu za struny. [śmiech] Więc to było tak. Tak szarpnął i mówię: no! I tak przenosimy razem, żeby ten ciężar nie był… Ale faktycznie tak Tadzio korzysta z instrumentów, poznaje świat. No i nie ukrywam, mi też się zdarza korzystać z instrumentu.

Robert: Tadzio to potomek Michała i Magdy, i w ogóle jest super. Jakie instrumenty można u ciebie znaleźć, co ty tutaj masz? 

Michał: Tutaj jest pianino, na którym ćwiczyła moja mama, jeszcze będąc w szkole II stopnia im. Karola Szymanowskiego w Warszawie. Są gitary, jest np. fender telecaster, jest taki stary defil, który jest wyremontowany i z nową przystawką dosyć osobliwie brzmi, bardzo ciekawie. No i jest gitara elektroakustyczna, jest gitara…. Taki fajny ibanez AS200. John Scofield, taki gitarzysta, wspaniale właśnie używa tej gitary. No i ja też używam. Nie wiem, czy wspaniale, ale też używam. Zresztą na tym koncercie była ta gitara właśnie z nami. Razem z nami jest jeszcze perkusja elektroniczna, która absolutnie pozwala – tak powiem prywatnie – mi się wyżyć, bo lubię sobie po prostu usiąść i pobębnić, ale też przydaje się do takich podstawowych nagrań. Można to przepuścić, zmapować z midi, połączyć się z komputerem i też coś ponagrywać, więc to jest przyjemne z pożytecznym. Tak się rozglądam, bo to jest chyba pierwszy wywiad tutaj. To znaczy nie jest to pierwszy wywiad, ale pierwszy wywiad, że faktycznie mogę opowiedzieć, co tu mam. No i nic nadzwyczajnego, ale taką faktycznie moją dumą jest to zaplecze właśnie już, z komputera z wtyczkami, którymi ostatnio strasznie się, mówiąc kolokwialnie, jaram. I bardzo mi się podoba to, co mogę sam zrobić, wyprodukować na komputerze.

Robert: Jeżeli ktoś zajmuje się muzyką tak jak ty, profesjonalnie, powinien mieć takie studio, taki zestaw instrumentów?

Michał: Żyjemy w ogóle w takich czasach, że jak ktoś chce zacząć taką przygodę home recordingu, który przeistacza się właśnie w profesjonalną historię, to naprawdę niewiele trzeba. To jest wspaniałe, że można kupić, zdobyć nawet czasem gdzieś na portalach typu OLX używany interfejs audio za 200 zł dosłownie, który ma dwa kanały. I myślę, że w ogóle polecam taką drogę, żeby zacząć od czegoś takiego. Oprogramowanie tzw. DAV, czyli oprogramowanie do nagrywania, gdzie możemy zidentyfikować ślady, dodać kompresor, limiter, pogłosy i tak dalej, i tak dalej – są bezpłatne niektóre i to też jest łatwe do ściągnięcia. To jest coś, czego nie było kiedyś. To znaczy na pewno w latach, które uwielbiam w muzyce, w latach 60., 70. No i wcześniej też. Ale to absolutnie, jakby ktoś wtedy usłyszał, że coś takiego się wydarzy, że będzie taka cyfryzacja i też taki efekt właśnie w XXI wieku, że to jest praktycznie nie do rozpoznania, czy to jest analog, czy to jest cyfra, to oczy by mu wyszły z orbit, że coś takiego jest. Wcześniej to po prostu były komputery wielkie, ogromne szafy. Są tacy fascynaci, którzy mają studia analogowe, to fakt. Te wszystkie tzw. konsole, suwaki to są ogromne sprzęty. No a tutaj nagle się okazuje, że artyści współcześni mogą jechać sobie, gdzie chcą, biorą mały interfejsik, mały klawiszek – też taki posiadam, że chowam sobie w torbę – kabel, mikrofon, kabel gitary i już można sobie szkice zrobić. A niektórzy nawet wypuszczają takie utwory i twory w eter.

Robert: Dobre czasy dla muzyków. Michał, od kiedy ty żyjesz w świecie muzyki?

Michał: To się dzieje od urodzenia, tak naprawdę. To już są pewne wskaźniki, które pokazują, że ktoś jest muzykalny, ktoś idzie w tym kierunku. Później jest kwestia tego, czy ktoś to rozwija i dalej w tym kierunku… Profesjonalnie mogę powiedzieć, że… Może inaczej, że zawodowo, jeżeli chodzi np. o gitarę, to był 2001-2002 rok. Czyli można śmiało powiedzieć, że to jest już ok. 20 lat wszelakich prac i współprac muzycznych. Natomiast jako wokalista i i frontman to jest 9 lat, będzie w przyszłym roku – 8 lat możemy powiedzieć. Dlaczego tak się kryguję z tym wokalem? Bo to tak się zastanawiam, kiedy, właśnie tak sobie ramy układam. Dzięki miłości do Magdaleny spłynęły na mnie teksty piosenek i w ogóle pomyślałem o piosence, a nie o utworach instrumentalnych. W 2014 roku. W 2015 roku poszedłem do Must be the Music i to była super przygoda. Mogłem pokazać loopowanie, taki eksperyment właśnie, jak zapętlam różne ścieżki, instrumenty. Wtedy mój poziom wokalny pozostawiał wiele do życzenia, co zresztą słychać, jak ktoś wejdzie. Niby tam końcówka „ą” była – bo tak śmieję się w duchu, jak w ogóle mogłem nawet z tą wiedzą, którą miałem wtedy, że tam jest „naszą siłoo”… [śmiech] I tak sobie myślę teraz… Tam jest takie delikatne „ą”, ale na pewno nie tak, jak powinienem. Więc ja wtedy zapowiedziałem, że jeszcze dużo roboty przede mną. Niby chodziło mi o loopowanie, ale później się sam dowiedziałem na własnej skórze, że wokal to jest taki instrument również nieograniczony. I że można całe życie robić postępy i to rozwijać. Te 8 lat bardzo dużo mi dało i teraz czuję się na pewno bardziej pełnoprawnym wokalistą niż wtedy.

Robert: Zawędrowaliśmy instrumentalnie 20 lat temu, wokalnie – kilka, prawie 10 lat temu.

Michał: Tak.

Robert: A zdarzył się też rok 2023 i twój występ dostępny. To był pierwszy występ taki w twojej karierze czy nie?

Michał: Tak, to było coś niezwykłego. Przyznam, można by było na tym pracę magisterską napisać, jak się czuje instrumentalista, artysta, wykonawca na scenie, który doświadcza tłumaczenia swojej autorskiej muzyki przez tłumaczy polskiego języka migowego. Bo jest to dziwne odczucie. To jest tak, że to poczucie, że jest odbiór tekstu, ale też pewnego rodzaju pulsu. Radujesz się z jednej strony, że trafia tekst, który napisałeś, ale takie poczucie, że jakaś ta fala dźwiękowa czy jakiś puls też trafia. Ale teraz jaki jest ambitus tego dźwięku, czy to są niskie częstotliwości, czy to jest wszystko? 

Dlaczego to mówię? Bo bodajże z Kubą, jeżeli dobrze zapamiętałem imię, z jednym tłumaczy, właśnie pytałem się. On z kolei ma tak, że słyszy bardzo dobrze niskie częstotliwości. Czyli okazało się, że gitary i mojego wokalu nie słyszał, ale perkusję, bas tak, co mnie w ogóle cieszy, no bo to też są po części albo w całości moje aranżacje. I wręcz nawet mówiłem: dobra, to więcej dzisiaj solówek basu i więcej perkusji. To jest taka chęć i takie pragnienie twórcy, żeby jego sztuka była odebrana jak najbardziej i teraz jakieś ograniczenie, że tylko część z niej trafia, a nie całokształt – no to teraz jak to zrobić, żeby to trafiło? Niezwykłe doświadczenie, pierwszy raz coś takiego doświadczyłem. Mówię, to jest też ta warstwa psychologiczna. Ja myślę, że to jest w ogóle temat dla wytrawnych muzykologów, dla psychologów muzyki. Jest taka dziedzina, psychologia muzyki. Myślę, że to jest w ogóle świetny temat. Nie wiem, czy ktoś się tym już zajął, ale to jest absolutnie na pracę co najmniej licencjacką.

Robert: A twój odbiór, jako osoby znajdującej się na scenie? Kiedy pojawia się tłumacz. Ci tłumacze się zmieniali podczas twojego występu. Ty, chłopaki z zespołu – jakie były wasze wrażenia? Co sobie potem mówiliście? Mówiliście w ogóle o tym?

Michał: Z chłopakami ogólnie rozmawiałem, że bardzo dziękujemy za cierpliwość. Bo to też jest tak, że mieliśmy próbę dodatkową, która, oprócz muzycznej naszej, jednak wymagała sprawdzenia, czy teksty są tłumaczone we właściwy sposób i w odpowiednim momencie. Doświadczyli czegoś niezwykłego. Ja nawet patrząc na zdjęcia… To też fajne, że jak ktoś nie wie np. po samych zdjęciach, że to było tłumaczone, to widzi fajnych frontmanów. Dla mnie w ogóle to, co ja widziałem, jak zachowywali się tłumacze, jak ekspresyjnie pokazywali właśnie w zależności, czy to była ballada, czy utwór żywy – ale większość zagraliśmy takich właśnie żywych – to było połączenie pewnej formy taneczno-ekspresyjno-aktorskiej. Ja w ogóle lubię nietypowe połączenia z muzyką, tak jak mamy ten performens Malogranie, że Magdalena maluje, ja komponuję muzykę. 

No i to właśnie tak mi się kojarzyło, że ja się czułem jak akompaniator. Że dzieje się coś bardzo ważnego. I właśnie te zmieniające się postaci, które też mają różne mimiki twarzy, które inaczej trochę gestykulują, inaczej wchodzą. Tutaj ten bardziej statecznie, a tutaj koleżanka ekspresyjnie, o wiele bardziej wczuwa się, całe ciało chodzi wręcz. Ja się czułem jakby z główną gwiazdą, która stoi obok mnie. Serio. I ja wiem, że ta rola teoretycznie powinna być inna, że to jest tłumacz, który po prostu… Ale właśnie odczuwałem tłumacza jako członka zespołu pełnoprawnego. Nie jako taką dodatkową postać w tym prawym rogu na ekranie telewizora, która ma po prostu pomóc w zrozumieniu, tylko wkradała się też osobowość w utwory. I to było piękne właśnie, bo dla mnie też coś nowego. Bardzo duże wyzwanie. Może masz jeszcze jakieś wnioski w ogóle po tym? Bo wiem, że też się widziałeś chyba z… Też obradowaliście na ten temat. Czy masz może jakieś – bo to mnie z kolei ciekawi. Przepraszam, że teraz ja zadam pytanie. Po tym wszystkim, co się wydarzyło.

Robert: Wszyscy byli zachwyceni i z energii, i ze sposobu, z takiej aury współpracy z wami. Że wszystko dało radę uzgodnić, wszystko dało radę spokojnie sobie wytłumaczyć, wszystko dało radę. Każdy miał poczucie, że może wyrażać siebie, jednocześnie tutaj to tłumacząc. I że w ogóle było absolutnie znakomicie. Bardzo odpowiadał też rytm piosenek, które wybraliście do tego setu, że coś się działo, że można było potłumaczyć. Tak że wspomnienia są wszystkie z kategorii najlepszych.

Michał: Przepraszam, że wejdę w słowo. Zasługa Michaliny, koordynatorki wspaniałej. Bo był jednak wybór i dobór. To ogóle jest częsty problem zespołów, wykonawców. Jak ułożyć setlistę? Co po czym i jakie utwory wybrać na koncert? Przyznam, że dzięki Michalinie – to też była dla mnie podpowiedź i to wynoszę na przyszłość. Bardzo dobre utwory wybrała. Koncert był właśnie energetyczny, z mniejszą ilością dłużyzn czy ballad, który też potrafią oczywiście… Które są wartościowe na koncertach, ale to był faktycznie taki energiczny koncert. Właśnie tak, jak powiedziałeś: rytm, tempo, więc tutaj chapeau bas. Dobór utworów oraz również twój wkład, bo zespół Dżem nie pojawił się tutaj przypadkowo. [śmiech] I to też było dla mnie takie małe wyzwanie, ale chyba wyszło fajnie.

Robert: Za „Wehikuł” dziękuję. Oczywiście, że dziękuję i zabieram ze sobą już na zawsze. Michał, nie dałeś się długo namawiać, kiedy zwróciłem się do ciebie z propozycją, że słuchaj, zróbmy taki koncert.

Michał: Nie, ja uwielbiam brać udział w projektach nietuzinkowych. Może to wynika z tego, że już chodziły nam różne pomysły. Jak przybliżać muzykę, w ogóle sztukę, tym, którzy nie mogą jej odebrać w całości. O wiele bliżej mi w głowie i w sercu zaangażować się właśnie w taki projekt, bo to jest efekt też moich przemyśleń i współprac. Tak mi się wydaje, że jest to zupełnie naturalne dla mnie, żeby szukać jakiegoś rozwiązania.

Robert: Co zabierasz ze sobą w sposób szczególny z tego całego wydarzenia, z tego wszystkiego, co się działo? Z tych przygotowań, z samego koncertu?

Michał: Na pewno jestem pełen podziwu dla tłumaczy. Może mi się wydawać, może to jest pewnego rodzaju moje odczucie i mój filtr, jak to odbierałem, ale mam takie wrażenie, że oni byli jakoś tak ponadzaangażowani. Bardzo czułem zaangażowanie takie duże. Nie tak, że „a tam, do przetłumaczenia coś”.

Robert: To chyba dobrze, co? Jak się gra muzykę, jak się występuje, to powinien być człowiek tak na 100% w tym, co robi.

Michał. Tak. I myślę, że to jest ta siła. Oraz oczywiście to, co zapamiętam, to całą realizację przedsięwzięcia. Bo też trzeba oddać. Teraz nie chcę pomylić słowa, ale autodeskrypcja, tak?

Robert: Audiodeskrypcja.

Michał: Audiodeskrypcja. Czyli opisywanie tego, co się dzieje, to też jest taka gałąź bardzo ważna. Właśnie w przekazywaniu treści medialnej. I tutaj też koleżance trzeba oddać hołd.

Robert: Emilka, pozdrawiamy!

Michał: Pozdrawiamy! I po prostu co za tym idzie – znowu to poczucie, że to trafia do odbiorców, którzy by w ogóle się nie zainteresowali moją twórczością, bo jest ona głównie muzyczna.

Robert: Z takich rzeczy, które do dzisiaj wspominamy, to ostatnie solówki, kiedy dałeś i chłopakom przestrzeń na to, żeby zagrali solowo, i ty taka improwizacja. Wtedy na scenie była Alicja. Na początku podobno zastanawiała się: powinnam zejść czy zostać? A potem weszła w muzykę. 

Michał: No właśnie. I tutaj ta forma taneczno-obrazowa, nawet pokazywanie, że teraz gra perkusista solówkę, a teraz gra gitarzysta solówkę, a teraz basista, a teraz pianista – to też jest wyzwanie, jak to pokazać? Ale właśnie weszła w muzykę, doświadczyła tego, co jest istotą. Właśnie puls, rytm i współtworzenie. Wszyscy są w ogóle istotami muzykalnymi, tylko jedni bardziej w to weszli w ogóle w życiu, a drudzy mniej. Ale każdy człowiek jest istotą muzykalną, o jakimś zakresie muzykalności.

Robert: Dałbyś się namówić na kolejny taki występ, gdyby się tak zdarzyło?

Michał: Tak, ale to już musi być wielki projekt z big bandem. „W tobie siła”. [śmiech]

Robert: To ostatnie pytanie tego naszego dzisiejszego spotkania, zanim jeszcze skompletujemy big band i przygotujemy dla niego piosenki. Ważna rzecz też się wydarzyła w twojej karierze. Półfinał…

Michał: Voice of Poland.

Robert: Voice of Poland. To bardzo dużo. Co teraz?

Michał: Teraz skupiam się na tym, żeby dzięki Voice of Poland więcej koncertować. Więc to jest taka praca do wykonania, żeby gdzieś na tej fali popłynąć dalej. Absolutnie też mi o to chodziło, żeby dzięki programowi móc promować swoją własną muzykę. W planach mam też kolejne single. Repertuar na płytę jest już zebrany, czyli to by była druga autorska solowa płyta w historii mojego tworzenia. Ale to, co mi się bardzo podoba – będzie to kierunek rock, funk, pop. Jazz – oczywiście będzie ta szczypta jazzu, natomiast poniekąd dzięki programowi wróciłem trochę do ryczenia i krzyku, co faktycznie było domeną mojego muzykowania, jak miałem 13, 14 lat. Tylko wtedy tylko krzyczałem bez śpiewania, więc teraz to łączę raczej. [śmiech] I to jest fajna sprawa. Właściwie wróciłem bardzo do swoich korzeni i to jest dla mnie bardzo naturalne. Czyli jednak rockowe podejście. Muzyka jest jedna, a wszelkie podziały na gatunki są potrzebne, żeby na półce sklepowej się zgadzało.

Robert: Nic dodać, nic ująć. Michał, dziękuję, dziękuję za koncert. Dziękuję za to nasze dzisiejsze spotkanie, za ten wywiad. Trzymamy kciuki za twój nowy projekt. Dzięki wielkie, Michał! Wszystkiego dobrego.

Michał: Dziękuję uprzejmie.

[outro – muzyka rockowa]

Studio Rock’AD’Roll. Podcasty o muzyce bez barier.